Sea of Love

...the sea, once it casts its spell, holds one in its net of wonders forever.
Jacques-Yves Cousteau

odśwież ja
link Szablon
Ulubione blogi
Szablon
19.01.2018 :: 00:44 | =1100=Zostaw myśl.(0)
10h w szkole. Wizyta u dyr i załatwienie warunków dla pogrążonego w tarapatach tatusia. Kolejka rodziców pod pokojem nauczycielskim, poszło w miarę łatwo. Załatwienie dokumentów do usunięcia ucznia ze szkoły-w miarę poszło. Było zbyt pięknie. Ksero w pokoju umarło. A czekała lekcja hospitowana przez dyr. Chwała za okienko. Dwie lekcje, z jednej zwiali więc było w miarę pusto, n-ty lot do drugiego budynku do sekretariatu z hasłem "ratujcie mi dupę mam hospitację" gdy nagle dyr otwiera drzwi i w śmiech. Tobie do śmiechu nie było, dzień wykańczający psychicznie całą swoją siłą.
Lekcja hospitowana-klasa wchodzi przerażona, rozdajesz materiały, tłumaczysz (wykorzystując czas braku dyrekcji)co będziecie robić i jak będziesz ich naprowadzać, dalej nikogo nie ma. Wątpisz w to co się dzieje ale spoko. Jazda z tematem. Klasa obcykana górniczo więc wchodzimy w temat węgla, jego wydobycia, cen, opodatkowania itd.  W tym momencie wchodzi dyr. W najlepszym momencie-kiedy praktycznie cała klasa jest mocno zainteresowana dyskusją (ufff!!). Nie mogło być pięknie.
Dzwonek. Jeden z uczniów podchodzi do dyr i z siłą swojego głosu (może jako megafon na dworcu pracować): "A pani dyrektor co tak skromnie?". Twój paraliż. Paraliż reszty klasy, a szczęśliwy J. kontynuuje wykład: "Bo wie Pani, Pani Straż.. pani dyrektor, u nas w gimnazjum jak pani dyrektor przyszła na wizytację to laptopik, myszeczka, teczuszki, a pani tylko ajfonik". Ty blada ściana, dyr w śmiech i tłumaczy, że widocznie nie mieli tak ciekawych lekcji. Ale J. dalej swoje: "a tam, pani pewnie całą lekcję na fejsie siedziała. Chyba, że pani lajwa na insta puszczała?" Jakimś cudem dyr miała dobry humor i wzięła tą dyskusję jako dobry żart, klasa wyprowadziła typa siłą a Ty dostałaś pochwałę za nietypowy sposób angażowania uczniów w lekcję. 
Gdyby tak dzień trwał, byłoby zbyt pięknie.
Połowa rodziców przyszła rano, większa część przyszła na daną godzinę. Podstawowe rozmowy, przekazane informacje, klasyczne pytania, sytuacje wyjaśnione.
I zaczęła się jazda Mamy Papierowego. Jatka niesamowita, pretensje o wszystko (włącznie z reakcją rodziców na przekazywane przeze mnie informacje i komentowanie, że matce w okolicach 40stki nie wypada  chodzić w dwóch warkoczach francuzach (WTF?!). Syn idealny cudny piękny, wszyscy robimy mu krzywdę. Ustalona wizyta na przyszły czwartek, będzie konfrontacja. Będzie ona, będziesz Ty, będzie dyrektor (może nawet i dwie), pedagog i dwie nauczycielki które wielokrotnie widziały pewne sytuacje. Jak się uprzesz to i byłego kuratora i policjanta na rozmowę weźmiesz. Podniosła ciśnienie i wykończyła nerwowo skutecznie. Amen. Pewne manewry kończą się ze szkodą dla dziecka. Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Po prostu. 


17.01.2018 :: 21:33 | =1099=Zostaw myśl.(0)
Seria 32 dni na memrise działa motywująco.
Wyrównujesz braki w dziennikach, piętrzy się stos rzeczy do sprawdzenia.
Najgorszy dzień przed Tobą-modlisz się, by matka zabrała papiery i by był wreszcie święty spokój z jednym uczniem. Zostanie 28, ładna liczba. Zaczynałaś od 34. 
Klarują się pewne sprawy, wyrównują wartości. Zmęczenie przerzucasz na rowerek eliptyczny i przejechany/przebiegnięty kilometr. 10 minut. Mózg wraca do żywych.
Cieszysz się jak małe dziecko-przyszła Yazzy Chi Chi London-Twoje wielkie marzenie.
W kominku palisz kolejne woski. Trzymasz się maleńkich celów.
Gdyby jeszcze nadmiar głupich myśli uszedł z głowy.

Powoli wracasz do balsamowania. Bez narzucania celi-u Ciebie to nigdy się nie sprawdza. Robisz to dla własnej przyjemności.
"Żołądek to nie śmietnik-jedz w sposób przemyślany" idzie ku dobremu. Kij z tym, że nie zauważyłaś pleśni na nakrętce sosu truskawkowego (domowej roboty, same przesmażone truskawki, nic poza, zawekowane) i wpierdzieliłaś kilka łyżeczek. A później czułaś jak puchniesz, swędzi Cię skóra, rośnie temperatura i boli głowa...